Są szkolenia, po których człowiek wychodzi z poczuciem, że wszystko już wie. I są takie, po których wie, że jutro rano trzeba będzie jeszcze raz otworzyć rozporządzenie w sprawie ewidencji gruntów i budynków. Warsztaty „Procedury geodezyjno-prawne określania granic gruntów”, które 8 października poprowadził dla Izby dr hab. inż. Paweł Hanus, prof. AGH, zdecydowanie należały do tej drugiej kategorii. I bardzo dobrze.
Spotkanie otworzył Sławomir Zając, wiceprezes Izby. Podziękował uczestnikom za pytania nadesłane przy zapisach i wyraził nadzieję, że ich liczba nie przeraziła prowadzącego. Prowadzący przyznał, że pytań faktycznie było dużo, a większość bez rysunków, co przy granicach bywa wyzwaniem samym w sobie. Nadawał z domu, więc lojalnie uprzedził, że w razie wizyty kuriera na chwilę zniknie z ekranu.
Kilka liczb na rozgrzewkę
- 103 osoby obecne na żywo, na 106 zapisanych. Takiej frekwencji mogłoby pozazdrościć niejedno zebranie wspólnoty mieszkaniowej.
- Mniej więcej co trzeci uczestnik reprezentował administrację: starostwa z blisko dwudziestu powiatów, dwa urzędy wojewódzkie, gminy i Lasy Państwowe. Resztę stanowili wykonawcy prac geodezyjnych. Rzadka okazja, żeby obie strony operatu usłyszały te same odpowiedzi w tym samym czasie.
- 42 pytania nadesłane przy zapisach, które prowadzący scalił w 18 grup tematycznych.
- 141 slajdów, z czego przed przerwą prowadzący zapowiedział lekko: „jeszcze mi zostało 70 slajdów”.
Najpierw uczciwe zastrzeżenie
Zanim padło pierwsze zdanie o podziałach, prowadzący poprosił o jedno. Przepisy są w wielu miejscach niespójne, czasem pozornie się wykluczają, a orzecznictwo nie pomaga, bo do wielu tez da się znaleźć wyrok „za” i wyrok „przeciw”. Dlatego wszystko, co nie jest wprost cytatem z przepisu albo orzeczenia, jest jego opinią. Oficjalnie przepisy interpretują sądy. Tę uwagę warto mieć w głowie przy lekturze całej relacji, także części z pytaniami i odpowiedziami.
Część I. Podział, który nie dzieli nieruchomości
Na dobry początek prowadzący zburzył jedno przyzwyczajenie językowe. To, co geodeci nazywają podziałem nieruchomości, prawie nigdy nim nie jest. Po naszych czynnościach i po decyzji wójta nadal mamy jedną nieruchomość, tylko podzieloną na działki i przygotowaną do zbycia. Podział geodezyjny to jedno, podział prawny (zmiana właściciela) to drugie, wieczystoksięgowy to trzecie, a podział do korzystania nie zmienia ani ewidencji, ani księgi. Wyjątkiem jest wydzielenie gruntu pod drogę publiczną na wniosek, gdy grunt z mocy prawa zmienia właściciela, kiedy decyzja staje się ostateczna. Tryb sądowy prowadzący zostawił, jak to ujął, biegłym sądowym.
Zanim weźmiesz zlecenie
Klient przychodzi i mówi, że chce podzielić działkę. Geodeta na tym etapie zwykle nie wie prawie nic, a prowadzący zachęcał, żeby się dowiedział, zanim zacznie pracę, bo inaczej powstanie dokumentacja, z której podziału nie będzie. Lista kontrolna wygląda tak:
- Czy stan prawny jest uregulowany? Bez dokumentu własności, także przy niezakończonym postępowaniu spadkowym, wniosek o podział zostanie pozostawiony bez rozpatrzenia.
- Czy zleceniodawca jest właścicielem? Prowadzący wspominał kilkanaście przypadków, w których „właścicielem” okazywała się mama, tata albo kilka osób naraz.
- Czy jest dostęp do drogi publicznej, i to zarówno prawny, jak i faktyczny. NSA w wyroku z 2020 r. wymaga obu. Służebność na papierze nie pomoże, jeśli na działkę nie da się realnie wjechać.
- W jakim trybie dzielimy? Najpierw art. 95 UGN (podziały niezależne od planu), potem plan miejscowy, plan w opracowaniu, warunki zabudowy, a na końcu ewidencja i grupa użytków.
Przy art. 95 prowadzący ma zwyczaj, który warto podpatrzyć: zanim zacznie, idzie do urzędu gminy, przedstawia sprawę osobie, która będzie ją analizować, i pyta, czy myśli podobnie. Bo o tym, czy to jest art. 95, ostatecznie zdecyduje wójt, a jeśli zdecyduje inaczej, rykoszetem dostaje właściciel.
Dziura po rozporządzeniu o warunkach technicznych
Prowadzący zwrócił uwagę na sprawę, którą łatwo przeoczyć. Od 21 września rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, jest uznane za uchylone, w związku z wejściem w życie przepisów o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. A to właśnie ono podawało parametry dojazdów, na które powołuje się NSA przy ocenie dostępu do drogi publicznej: jezdnia co najmniej 3 m, ciąg pieszo-jezdny w praktyce 5 m, dojście co najmniej 4,5 m. Prowadzący spodziewa się, że dziura nie potrwa długo i ministerstwo wyda nowe przepisy. Do tego czasu warto sprawdzać także plan miejscowy, który może stawiać własne wymagania.
Osobny wątek to drogi pożarowe. Ich parametry określa rozporządzenie z 2009 r., a prowadzący przypomniał rzecz, o której łatwo zapomnieć: droga pożarowa ma prowadzić do budynku, a nie do granicy działki. Dla typowej zabudowy jednorodzinnej wymagania są dość liberalne, dla budynków wyższych i wielorodzinnych już bardzo konkretne. W wyjątkowych sytuacjach odstępstwo może uzgodnić komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej. Na slajdzie pojawił się też przykład z praktyki: inwestor wybudował 20 domów na podstawie warunków zabudowy, chciał je wydzielić z art. 95 pkt 7 i utknął właśnie na dostępie. Prawnie dojazd był, ale ukształtowanie terenu sprawiało, że faktycznie do wielu działek trudno było dojechać.
Tryb „rolny”, czyli geodeta zamiast wniosku
W trybie „rolnym” nie ma postępowania administracyjnego ani decyzji, jest czynność techniczna i weryfikacja operatu. Nowe działki muszą mieć co najmniej 0,3000 ha, ale nie muszą mieć dostępu do drogi publicznej. Prowadzący uważa, że niezbędne drogi dojazdowe w ramach gospodarstwa można wydzielać w tym samym trybie, i uczciwie dodał, że w wielu powiatach interpretuje się to odwrotnie. Dlatego radził sprawdzić praktykę starostwa, zanim złoży się operat.
Ciekawa obserwacja: w trybie UGN wolę właściciela potwierdza jego wniosek o podział. W trybie „rolnym” takiego dokumentu nie ma, więc to geodeta, zgłaszając pracę, w pewnym sensie potwierdza, że właściciel chce podziału. Prowadzący ujął to obrazowo: jeśli pomylimy działkę 258 z działką 358, właściciel tej drugiej dowie się o „swoim” podziale dopiero przy wprowadzaniu zmian do ewidencji.
Przy działkach o mieszanym przeznaczeniu prowadzący podzielił pogląd WSA we Wrocławiu z 2022 r.: najpierw oddzielić część budowlaną od rolnej, a potem każdą dzielić we właściwym trybie. Kompetencje wójta kończą się tam, gdzie zaczyna się przeznaczenie rolne lub leśne.
Co się zmieni od stycznia 2027 r.
Od 1 stycznia 2027 r. zmieni się art. 93 ust. 4 UGN. Osoba mająca interes prawny w podziale będzie mogła wystąpić do wójta o samą opinię zgodności projektu podziału z planem. W ocenie prowadzącego otwiera to drogę do rozdzielenia postępowania na dwa wnioski: najpierw o opinię, potem o zatwierdzenie podziału. Część gmin już dziś tak pracuje, choć dotąd przepisy wprost tego nie przewidywały.
Papiery, czyli kto tu kogo kontroluje
Prowadzący kilka razy wracał do sprawy, która bywa przykrą niespodzianką: przyjęcie operatu do zasobu nie oznacza jeszcze wpisu do ewidencji. Organ prowadzący EGiB ma obowiązek jeszcze raz ocenić dokumentację jako dowód i może przejść z czynności materialno-technicznej do postępowania administracyjnego. Informację o brakach dostaje wtedy strona, czyli zleceniodawca, a nie geodeta. Stąd praktyczna rada: czasem warto dołożyć do operatu dokument, którego przepis wprost nie wymaga, żeby nie było kłopotu na etapie ewidencji.
„Jeden, żeby ewidencja była spokojna i było zgodnie ze standardami. Drugi, żeby wójt był spokojny i żeby było zgodnie z UGN.”
Prowadzący o tym, dlaczego sporządza dwa identyczne wykazy różniące się tylko nagłówkiem: wykaz zmian danych ewidencyjnych i wykaz zmian gruntowych.
Inne myśli z tej części:
- O tym, jakie dodatkowe dokumenty trafią do operatu, decyduje kierownik prac. Musi przy tym pamiętać, że brak dokumentu może nie zatrzymać weryfikacji, ale zatrzyma wpis do ewidencji, szczególnie przy podziale „rolnym”.
- Za załączniki do wniosku o podział odpowiada właściciel, nie geodeta. Etyka zawodowa każe jednak pomóc przygotować komplet, żeby gmina nie miała uwag.
- Protokół przyjęcia granic miał zdaniem prowadzącego sens do 2013 r., zanim pojawiło się ustalanie granic przy aktualizacji ewidencji. Dziś uważa go za zbędny, choć jego zdaniem przepisy nadal go wymagają, także przy decyzjach ZRID. Główny Geodeta Kraju uznał wprawdzie, że przy ZRID protokół nie jest potrzebny.
- Ustalenie granic i podział w jednym operacie oszczędza czas, ale ma swoją cenę. Prowadzący opisał przypadek, w którym błąd z etapu ustalenia przeszedł weryfikację, decyzję wójta i uprawomocnienie, a wyszedł dopiero przy wpisie do ewidencji. Wtedy całe postępowanie podziałowe jest do wznowienia.
Matematyka, która płata figle
Przy podziale do 1/3 powierzchni, czyli wydzieleniu działek o łącznym polu do 33% działki dzielonej, pozostałą część liczy się jako różnicę. Główny Geodeta Kraju w 2022 r. potwierdził, że wydzielana część nie musi leżeć „z brzegu” i może być w środku działki, a pole można odejmować od powierzchni podanej w arach. Sąd administracyjny uznał z kolei, że § 27 standardów jest przepisem szczególnym wobec § 16 rozporządzenia w sprawie ewidencji.
Potem przyszedł czas na zaokrąglenia. Współrzędne zapisuje się z dokładnością do centymetra, więc punkt zaprojektowany „na linii” po zaokrągleniu z niej schodzi, maksymalnie o około 7 mm. Niby nic, ale na długim boku daje to konkretną powierzchnię. Przy użytkach różnicę rozrzuca się na użytek o największej powierzchni. Przy działkach nie: pole liczy się ze współrzędnych, a różnicę zostawia, nawet jeśli w wykazie zmian lewa strona nie zgodzi się z prawą. Dzięki temu powierzchnia ewidencyjna odpowiada tej wyliczonej z geometrii.
Działka o polu 0,0000 ha
Najbardziej zaskakujący przykład dnia: poszerzenie drogi o pas szerokości 1,5 m. Jedna z działek ma kształt trójkąta i styka się z drogą jednym punktem. Odcięty kawałek ma pole 0,375 m², a pole działki wykazuje się z precyzją do 0,0001 ha, czyli do metra kwadratowego. Po zaokrągleniu powstaje działka o powierzchni 0,0000 ha. Co z nią zrobić? Orzecznictwa w tej sprawie prowadzący nie znalazł, ale jego zdaniem zero trzeba zostawić. Zera w ewidencji już zresztą były: w ewidencji zakładanej na podstawie zarządzenia z 1969 r. na obszarach wiejskich pola zaokrąglano do ara, więc każda działka mniejsza niż 50 m² miała pole zerowe. Filozofowie mieliby tu używanie, geodeci mają kłopot.
W tym samym duchu prowadzący pokazał fragment Krakowa z budynkami nałożonymi na granice działek. W większości przypadków drobne „wejścia” budynków na sąsiednie działki to nie naruszenie granicy, tylko skutek przejścia z mapy analogowej na wektorową bez sprawdzenia relacji budynku i granicy. Żeby to trwale uporządkować, trzeba by tworzyć załamanie granicy w każdym narożniku budynku.
Pajączek na siedmiu centymetrach
Przy zgłoszeniach prac prowadzący zwrócił uwagę na drobny szczegół: cel pracy jest zawsze w liczbie pojedynczej. Sporządzenie mapy, jednej mapy z projektem podziału jednej nieruchomości. Najlepiej pokazuje to sprawa rozstrzygnięta przez WSA w Poznaniu. Geodeta chciał objąć jednym zgłoszeniem inwentaryzację powykonawczą dwóch obszarów oddalonych od siebie o ponad kilometr, więc połączył je pasem szerokości 7 centymetrów. Sąd zauważył chłodno, że na tym pasku żadnej inwentaryzacji nie było, i przyznał rację staroście, który odmówił przyjęcia operatu do zasobu. Wyjątkiem są inwestycje liniowe, w których jedna mapa może obejmować wiele nieruchomości.
Z tej samej logiki wynika liczba zgłoszeń przy podziale. Celem pracy jest „sporządzenie mapy z projektem podziału”, a ten cel kończy się w chwili złożenia operatu do weryfikacji. Ustalenie granic potrzebne do podziału można więc zgłosić w uzupełnieniu, bo bez niego celu nie da się osiągnąć. Stabilizacja nowych punktów do tego celu potrzebna nie jest, więc wymaga osobnego zgłoszenia. Prowadzący uważa, że taka interpretacja Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii jest przy obecnym brzmieniu art. 12 poprawna, ale sam przepis należałoby zmienić. Jego zdaniem stabilizacja powinna być obowiązkowym etapem podziału, bo granice stabilizowane zawsze mają przewagę nad niestabilizowanymi.
Palik to jeszcze nie znak
Ostatni temat przed przerwą dotyczył stabilizacji i atrybutu STB. Rozporządzenie w sprawie ewidencji dopuszcza dziś jako stabilizację szczegół terenowy I grupy, na przykład narożnik budynku czy ogrodzenie. Zdaniem prowadzącego taki szczegół staje się znakiem granicznym dopiero wtedy, gdy jego położenie w punkcie granicznym zostanie jednoznacznie oznaczone w odpowiedniej procedurze, z udziałem stron i z protokołem. Jak to ujął: to nie jest tak, że robimy pomiar kontrolny, punkt wypada na narożniku budynku i „pach, piszemy STB 6”.
Ma to znaczenie praktyczne. Art. 277 Kodeksu karnego przewiduje do dwóch lat pozbawienia wolności za niszczenie albo przesuwanie znaków granicznych. W ocenie prowadzącego ochronę daje tylko znak, którego położenie ustalono we właściwym trybie. Bez protokołu rozbiórka płotu nie jest usunięciem znaku granicznego. Jest też drugi kłopot: jeśli znakiem jest narożnik krawężnika, to remont krawężnika przesunie narożnik, ale granicy już nie. Po przerwie ten sam wątek wrócił w pytaniach uczestników, w wersji z palikiem.
Część II. Pytania i odpowiedzi
Po przerwie przyszedł czas na pytania nadesłane przy zapisach. Prowadzący przygotował na nie odpowiedzi w formie kilkudziesięciu slajdów, pogrupowanych w bloki tematyczne. Poniżej najważniejsze z nich, w skrócie i we własnej redakcji. Pełne odpowiedzi, z podstawą prawną i orzecznictwem, uczestnicy otrzymali już mailem w prezentacji prowadzącego.
Czy usunięcie błędu w ewidencji to sprostowanie?
Przepisy o ewidencji nie znają pojęcia sprostowania. Usunięcie błędu to także aktualizacja, a od 31 grudnia 2024 r. rozporządzenie definiuje dane błędne jako dane bez potwierdzenia w dokumentach. Dane niedokładne nie są danymi błędnymi. Granicę pochodzącą z wektoryzacji, która ma oparcie w dokumencie, poprawia się nową pracą albo modernizacją. Decyzja jest potrzebna wtedy, gdy trzeba prowadzić postępowanie wyjaśniające, a odmowa aktualizacji zawsze ma formę decyzji.
Korekta granicy zmienia działkę sąsiada. Co wtedy?
Granica jest wspólna, więc zysk jednej działki jest stratą drugiej. Pole ewidencyjne zmienia się tylko wtedy, gdy wszystkie granice danej działki są ustalone, i ocenia się to osobno dla każdej działki. Prowadzący przestrzegał przed efektem domina: nie należy „dociągać” kolejnych granic sąsiada bez jego udziału ani wprowadzać przesunięć, które mieszczą się w dokładności pomiaru.
Który dokument jest ważniejszy?
Ocena materiałów należy do kierownika prac, a przyjęcie dokumentu do zasobu nie przesądza o jego wartości dowodowej. Wiarygodność to nie to samo co dokładność. Orientacyjna hierarchia, przez analogię do przepisów o rozgraniczeniu: granica ustalona w postępowaniu, potem dane liczbowe z pomiaru (szkice, protokoły, zarysy), współrzędne z nich obliczone, mapy, a na końcu dokumenty stanu prawnego, które mówią kto i co, ale nie gdzie. Hierarchii nie stosuje się jednak mechanicznie: dokument wyższej rangi z błędem grubym przegrywa. Akt własności ziemi z 1971 r. przesądza o właścicielu, ale pole w nim wpisane nie przesuwa granicy.
Jak udokumentować analizę materiałów?
Przepisy wymagają niewiele, ale orzecznictwo poszło dalej. Sprawozdanie ma pokazać także wynik negatywny, czyli materiały pominięte i przyczynę. Brak wyników analizy bywa skuteczną podstawą negatywnej weryfikacji. Dobra praktyka to rozdział w sprawozdaniu, tabela analizy i szkic z analizy z miarami i wynikami pomiaru kontrolnego. Dzięki temu „uznanie kierownika prac” staje się argumentem, który da się sprawdzić.
Właściciele zgodnie wskazują granicę, ale dokumenty mówią co innego
Skoro granice ustala się właśnie wtedy, gdy dokumenty nie pozwalają ich odtworzyć z dokładnością I grupy, to „brak sprzeczności z dokumentami” nie może oznaczać zgodności do 10 cm. Prowadzący zaproponował kryterium bufora niepewności: wskazanie nie jest sprzeczne, jeżeli mieści się w pasie błędu średniego wokół przebiegu z dokumentu. Dla mapy 1:2000 to około 0,8 m. W tym buforze geodeta identyfikuje istniejącą granicę. Poza nim tworzyłby nową, czyli przesuwał własność bez aktu notarialnego.
Las, zaciosy i 30 metrów różnicy
Najbardziej filmowe pytanie dnia. Zarys pomiarowy bez domknięcia, suma szerokości działek różniąca się od długości ze współrzędnych o 30 metrów, właściciele zgodnie pokazujący przecinki i zaciosy na drzewach, a część oświadczeń motywowana wielkością drzew. Autor zapytał przy okazji, czy ktoś pracuje nad zmianą „humanistycznej formułki” o braku sprzeczności z dokumentami. Odpowiedź: 30 metrów to błąd gruby albo brak identyczności punktów, a nie odchyłka losowa. Takiej różnicy nie wolno rozkładać proporcjonalnie ani traktować jako dowodu, że wskazania są sprzeczne. Przecinki, zaciosy i kopiec to ślady i znaki graniczne, a wiek drzew świadczy o długotrwałym władaniu. Wniosek: ustalenie według § 33 ust. 3 albo rozgraniczenie.
Co wpisać do protokołu ustalenia?
Jeden wiersz protokołu to granica jednej pary działek. Jeśli na jednej granicy zastosowano różne kryteria, opisuje się je odcinkami, z podstawą faktyczną przy każdym. Kolumnę ze zgodnymi wskazaniami wypełnia się tylko przy § 33 ust. 1 i tylko z podpisami wszystkich uprawnionych. Dla bazy EGiB kryterium nie ma znaczenia, bo każde ustalenie daje punkt o statusie „ustalony”. Ma za to znaczenie przy późniejszym sporze: oświadczenie w protokole to oświadczenie wiedzy, a nie ugoda, i nie zamyka drogi do rozgraniczenia.
Kiedy granica jest sporna i co z tego wynika?
Granica jest sporna, gdy obecni wskazują różne przebiegi albo ktoś kwestionuje przebieg wskazany przez drugą stronę lub przez geodetę. Nieobecność i milczenie nie są sporem, ale wykluczają ustalenie na podstawie zgodnych wskazań. Spór nie przerywa czynności: granica zostaje ustalona według § 33 ust. 2 albo 3 i trafia do bazy jako ustalona. Spór formalnie nie blokuje też podziału, choć organ może zawiesić postępowanie do czasu rozgraniczenia. Punktów spornej granicy nie stabilizuje się trwale, a geodeta nie spisuje ugody, bo ta należy do rozgraniczenia.
Ewidencja mówi jedno, księga wieczysta drugie
W protokole, zawiadomieniu i na szkicu wpisuje się oznaczenie działki z EGiB, bo to księga oznacza nieruchomość według ewidencji, a nie odwrotnie. Rozbieżność numeru czy pola nie wstrzymuje ustalenia, a geodeta niczego nie prostuje, tylko sygnalizuje rozbieżność. Gdy podmiot w ewidencji jest inny niż właściciel w dziale II księgi, prowadzący rekomenduje zawiadomić obu. Przy wznowieniu znaków i nieznanym adresie właściciela przepisy mają lukę: ogłoszenia w BIP nie przewidują, więc bezpieczne jest tylko doręczenie rzeczywiste. Projekt nowelizacji Prawa geodezyjnego i kartograficznego przewiduje w takiej sytuacji ogłoszenie w BIP.
Czy można ponownie ustalić granicę?
Ustalenie nie jest decyzją, ale nie wolno go powtarzać dowolnie. Powinno być jednorazowe, a kolejne wskazanie granicy to wznowienie znaków albo wyznaczenie punktów. Słaba dokładność współrzędnych w bazie sama nie uzasadnia ponownego ustalenia, bo liczy się to, co jest w dokumentacji, a nie w bazie. Ponowne ustalenie jest uzasadnione, gdy wcześniejsze „ustalenie” w istocie granicy nie dokumentuje albo ma istotne wady, na przykład pominięto podmiot. Nie służy natomiast przesuwaniu granicy za zgodą sąsiadów ani nadążaniu za nowym ogrodzeniem. Granicy z rozgraniczenia nie ustala się w trybie ewidencyjnym.
Ustalenie, wznowienie czy wyznaczenie?
Procedurę wybiera kierownik prac osobno dla każdego punktu, a w jednej pracy mogą wystąpić wszystkie trzy. Prowadzący zaproponował cztery pytania zadawane zawsze w tej samej kolejności. Czy punkt był ustalony? Czy był formalnie zastabilizowany? Czy dokumenty pozwalają go odtworzyć? Czy przebieg jest bezsporny? Do wznowienia czy wyznaczenia nie wystarczą same współrzędne z bazy ani atrybuty punktu, bo atrybuty to sygnał, a nie dowód. Zlecenie „ustalić i zastabilizować” to dwa etapy: najpierw ustalenie i ujawnienie w ewidencji, potem wyznaczenie ze stabilizacją.
Znaku nie ma, geodeta wbija palik. Czy to wznowienie?
Nie. Punkt graniczny to byt prawno-geometryczny, a znak to rzecz z trwałego materiału umieszczona w tym punkcie. Wznowienie polega na fizycznym odtworzeniu znaku, więc „wznowienie palikiem” jest sprzecznością samą w sobie. Punkt formalnie zastabilizowany się wznawia, a niestabilizowany wyznacza. Jeśli znak odnaleziono nienaruszony, wznowienia nie było i nie wolno go protokołować, bo taki protokół fałszuje historię znaku. Gdy strony chcą tylko zamarkowania, protokół opisuje fakty i zawiera pouczenie, że palik znakiem nie jest.
Znak stoi gdzie indziej, niż mówią współrzędne
Najpierw tożsamość znaku, potem jego położenie. Zgodne twierdzenie stron, że „to jest znak”, nie zastąpi dokumentacji jego posadowienia. Współrzędne to atrybut punktu, a strony podpisują protokół i szkic, nie współrzędne. Za pierwotnym położeniem przemawia zgodność z miarami pierwotnymi, a systematyczna odchyłka całej grupy znaków wskazuje raczej na problem układu niż na przesunięcie. Wznowienie nie może zmieniać położenia znaku. Spór o położenie, nawet zgłoszony przez jedną stronę, wyklucza wznowienie spornego punktu, choć niesporne punkty można dokończyć.
Kiedy stabilizować punkty ustalone i punkty z podziału rolnego?
Od 31 grudnia 2024 r. przy ustaleniu punkty tylko się oznacza, a trwale stabilizuje się punkty ustalone bezspornie, po ich ujawnieniu w ewidencji i za zgodą uczestników. Ujawnienie oznacza wpis do bazy, a nie samo przyjęcie operatu do zasobu. Prowadzący ocenił, że ten przepis jest w praktyce martwy, bo stabilizacja i tak odbywa się w trybie wyznaczenia, który warunków bezsporności i zgody nie zna. Przy podziale rolnym stabilizacja w trakcie prac nie ma podstawy: najpierw mapa, weryfikacja i aktualizacja ewidencji, potem wyznaczenie nowych punktów na odrębne zgłoszenie.
Działka 4 ha, nieużytek i 10 arów terenu w budowie. Tryb rolny?
Nie w jednym podziale. Część oznaczoną jako Bp trzeba wydzielić decyzją w trybie UGN, a resztę można dzielić w trybie rolnym, jeżeli nieruchomość nadal pozostaje rolna. Art. 92 UGN działa przez katalog użytków, a nie przez proporcję powierzchni, więc brak w nim słowa „wyłącznie” niczego nie zmienia. Pułapka: nieużytek jest gruntem rolnym tylko jako składnik nieruchomości rolnej. Jeśli po odłączeniu Bp w księdze zostaje sam nieużytek, tryb rolny odpada.
Kilka nieruchomości w jednej pracy?
Zasada brzmi: jedno zgłoszenie, jedna mapa z projektem podziału, jedna nieruchomość objęta jednym postępowaniem. WSA w Gliwicach utrzymał odmowę przyjęcia do zasobu jednej mapy z projektami podziału czterech nieruchomości różnych właścicieli (wyrok jest nieprawomocny). Kilka przylegających działek tej samej nieruchomości można dzielić razem, ale działki tej samej księgi oddalone od siebie to już odrębne podziały. Gdy liczba działek się nie zmienia, a zmienia się tylko ich układ, bezpieczniej najpierw połączyć działki w ewidencji, a dopiero potem zgłosić podział.
Co dalej
Drugi punkt programu, czyli pomiar linii brzegu i ustalanie granic z wodami według § 33a, prowadzący w porozumieniu z prezesem Izby przeniósł na osobne szkolenie. Temat jest na tyle obszerny, że zasługuje na własne spotkanie, a pytania nadesłane w tej sprawie czekają na swoją kolej.
Uczestnicy otrzymali już mailem prezentację prowadzącego oraz link do krótkiej, anonimowej ankiety. Jeśli ktoś jeszcze jej nie wypełnił, bardzo prosimy o kilka minut, bo od Waszych odpowiedzi zależy, jakie tematy weźmiemy na warsztat w następnej kolejności.
A już 19 listopada zapraszamy na bezpłatne Forum GIG z udziałem Głównego Geodety Kraju. Część pytań z warsztatów, zwłaszcza tych o wznowienie znaków, zawiadamianie stron i nowy art. 39 w projekcie nowelizacji Prawa geodezyjnego i kartograficznego, aż prosi się o to, żeby zadać je bezpośrednio kierownictwu GUGiK.
Podziękowania
Dziękujemy prof. Pawłowi Hanusowi za ogrom pracy włożony w przygotowanie odpowiedzi, bo 141 slajdów nie powstaje w jeden wieczór. Dziękujemy wszystkim uczestnikom za pytania: konkretne, praktyczne i czasem bezlitosne. A zespołowi organizacyjnemu Izby za sprawne przeprowadzenie spotkania online.
Przedstawione w relacji stanowiska są opiniami prowadzącego, o czym sam uprzedzał na początku spotkania. Nie są wiążącą wykładnią przepisów, którą zgodnie z prawem dają sądy.
